piątek, 6 czerwca 2014

Matecznik


Stąpając nerwowo z nogi na nogę, solidnie już poirytowana próbuję wyłączyć mózg choćby na chwilę. Bezskutecznie.W samym środku gorących dyskusji, sztucznie zainteresowana tematem powstrzymuję się od krzyknięcia : hola, hola, basta!

Zasłona dymna pod postacią małego, różowego jeszcze szkraba niesamowicie skutecznie przysłania wszystkie światy każdej spotkanej dotąd przeze mnie matki. Właśnie próbuje przysłonić także i mój. I stoję jak ta sierota i słucham: o porodach, skurczach, przecinaniu pępowiny, o obolałych wnętrznościach, nabrzmiałych piersiach podczas "ściskania, gniecenia i wyciągania (wtf?!)", o przeszkadzających, nieporadnych tatusiach, nieprzespanych nocach, zarzyganych sukienkach (bo się dzidzi ulało) i wreszcie
o tym, że macierzyństwo jest takie cudne! Cudne?! Się chyba przesłyszałam?!
A jednak nie...

Stoją tu przede mną trzy dorodne mamy: pięknie niewyspane, nieufryzowane, cycek do pępka, stary, wyciągnięty dres, zrośnięte brwi, przygarbiona sylwetka, zamiast pupy - galaretka i apetyczne muffinki unoszące się ponad pasem spodni. Wizerunek Polki - Matki to wciąż wizerunek Matki - Polki: zaniedbanej, szarej, drugoplanowej, wpatrzonej w swojego maluszka (broń boże w cudzego!). Zmęczone, a jednocześnie jakże spełnione w swych nowych rolach! Z przekonaniem, że cały świat kręci się teraz wokół ich macierzyństwa dumnie tulą ten swój błękitno-różowy, bezbronny światek w ramionach i kołysząc w rytm burzliwej rozmowy dają mu poczucie bezpieczeństwa i miłości.

 No i dalej tak stoję, samotna w dziczy, przedzierająca się z maczetą pośród plątaniny słów, złotych porad
i coraz to bardziej wymyślnych opisów dziecięcych kupek - ja, Niematka Polka. Kompletnie nierozumiejąca entuzjazmu wynikłego z obecnych konwersacji, próbuję odnaleźć się w tym chaotycznym grajdołku. Matki przekrzykują dzieci, dzieci przekrzykują matki. Tatusiowie nie maja tu nic do powiedzenia, albo czekają tak jak ja, aż przejdą błyskawice, minie burza i wyjdzie sobie cichutko, spokojnie upragnione słońce...

7 komentarzy:

  1. A dodam komentarz, czemu nie :) Szkoda, że mnie nie spotkałaś, bo ja, od urodzenia dziecka byłam chętna do rozmów o wszystkim, tylko nie o macierzyństwie :) Pierwsze 8 miesięcy było dla mnie koszmarem. Nie chciałabym Ci tu opisywać wszystkiego, bo po co, pewne rzeczy trzeba samemu przejść by je zrozumieć, ale chcę stanąć "w obronie" tych matek. Polek. Matek w ogóle. Wiesz, część kobiet czuje w pewnym momencie ZEW. A jak ten zew nie przeistacza się szybko w 2 kreski to jest wściekły zew i ogromna frustracja. Bo przecież społeczeństwo chroni przed PRAWDĄ. Inaczej przestałoby się rozmnażać. No chyba, że biologia wzięłaby sprawy w swoje ręce ;) Także wizja jest taka - dzieci są kochane, czasem popłaczą, ale to normalne, pierwsze 3 miesiące życia przesypiają, a potem już tylko słodko gaworzą; poród trochę boli, ale szybko mija, jak tylko położą dziecko na piersi wszystko mija i full LOVE. A teraz moja skondensowana rzeczywistość: całą ciążę bolało mnie podbrzusze, musiałam uważać na nas, ostatni trymestr był koszmarem, płakałam po nocach, bo spać nie mogłam, bolało mnie wszystko, miałam ochotę odciąć sobie nogi. Przychodzi termin, tydzień po terminie - nic. Patologia ciąży, wywoływany poród, kiedy po 12h zaczęłam im schodzić i było mi wszystko jedno czy dziecko się urodzi, czy ja przeżyje, mogłam również umrzeć, byle się skończyło - decyzja o CC na cito. Dziecko zobaczyłam jak mnie wybudzili, żadnej reakcji, chciałam spać. Dziecko zaczęłam kochać dopiero po 2 miesiącach. Wcześniej byłam anemicznym robotem, który zajmował się wrzeszczącą istotą, która nie chciała wcale spać. Jadłam tylko te produkty, które były lekkostrawne, walczyłam o karmienie piersią. Dopiero po 7,5 m-cach, kiedy dziecko się odstawiło mogłam zacząć normalniej żyć. Zobaczyłam jak wyglądam, było źle. Zaczęłam dbać o siebie. W tym momencie dziecko ma 2,5 roku a ja ważę mniej niż przed ciążą. I jestem zadbaną kobietą. Ale wtedy było mi wszystko jedno, opieka nad dzieckiem pożerała całą moją energię. I byłam szczęśliwa jak ktoś chciał się ze mną spotkać wtedy, kiedy ja miałam komu zostawić dziecko i rozmawiał ze mną o czymś innym niż kupa. Btw. jak zostajesz matką to kupa dziecka jest ważną sprawą czy chcesz tego czy nie. Nie umie mówić, nie powie co mu dolega, musisz obserwować jego ciało i wydzieliny by wiedzieć czy dzieje się coś złego. Ot taka totalna fizjologia. Ale zgadzam się, że to nie jest temat na pogawędki towarzyskie w gronie nie-matek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie jestem na pewno matką polką ;) bardzo chciałam być w ciąży i bardzo chciałam dziecka ale potem kiedy już w ciążę zaszłam zdziwiłam się jak to jest że nijak mnie nie ciagnie do głaskania sie po brzuszku co robią chyba prawie wszystkie kobiety a już aktorki udajace ciążę tego gestu używaja nagminnie...
      Kiedy Asia się urodziła to zamiast piać nad nowo narodzonym dzieckiem ucinałam sobie pogawędke z mężem i moim lekarzem który szył moje krocze. Potem zaczłą sie hard core. Asia nie płakał tylko ryczała pół roku, cicho była tylko wtedy kiedy szłam na spacer wtedy zasypiała w wózku więc miałam tyle wytchnienia ile mi sił na długi spacer starczyło. Po przejściu progu mieszkania dawaj ryczec od nowa. Budziłą sie w nocy po 17 razy ,wiem po kiedys specjalnie policzyłam . I tak było "cudownie" dopóki nie zaczeła raczkować. Uroków macieżyństwa nie poznałam, teraz już wiem że nie każda kobieta ma wielkie pokłady instynktu macieżyńskiego.
      Karmiłam tylko miesiac bo tego nie lubiłam.krępowało mnie to i chyab ztego powdu maiłąm mało pokarmu. Nie widzę problemu w karmieniu butelką, mojemu dziecku nic nie brakuje przez to że ja tak karmiła. Jest zdrową 10 latką.
      Jestem wśród znajomych dziwolągiem bo otwarcie mówię że nie chce mieć wiecej dzieci.I wkurza mnie że wciąż ktoś mi wmawia że powinnam.
      Jesli chcesz pogadac o czyms innym niż dzieci to służę :) mam dziecko kocham je ale myślę że ja też jestem ważna i tego sie trzymam. Będąc matką nie przestałam byc człowiekiem i kobietą!

      Usuń
  3. Kochane, dziękuję za Wasze historie! Bez wątpienia jesteście wspaniałymi matkami, bo jesteście super babkami, dzięki takim jak Wy widzę światełko w tunelu i dla mnie, bo dotychczas na myśl o ciągłej paplaninie o pieluszkach i mleku miałam obawy, że nie będę nigdy gotowa na to, by być mamą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamietaj nawet jesli niegdy nie zostaniesz mama z jakiekolwiek powodu to nie jest koniec świata :) Myślę że życie bez dziecka też może być wspaniałe, bo jak to się mówi nic na siłę :) ja się czasami zastanawiam czy aby w ogóle sie na matkę nadaję bo na pewno nie jestem ideałem takiej matki ale daję moje córce tyle od siebie ile tylko mogę ma swój sposób ,żeby była szczęsliwa i staram się ją wychować na dobrego człowieka- a to ciężka praca. Szkoda że w obecnych czasach tak wielu rodziców nie przywiązuje żadnej wagi do dobrego wychowania pozostawiając wszystko smartphonom i laptopom... A czasami trzeba po prostu siąść z dziecieki i najzwyczajniej w świecie pogdać i pokazać mu odpowiednie wartości. Oj przepraszam zaczynam chyba odbiegac od tematu ;)

    OdpowiedzUsuń