środa, 25 czerwca 2014

Swój swojego po wulgarach pozna



Siedzi sobie skromny chłopaczek w swoim skromnym samochodzie, szyba otwarta, zaduch w powietrzu. Siedzi sobie, chłodzi łokieć i cierpliwie oczekuje na zwolnienie miejsca na zatłoczonym parkingu. "Spierdalaj, ty kurwo zajebana!" - słyszę - "wypierdalaj z tego miejsca, bo ci zaraz wpierdolę!". A propos cierpliwości...

 "Człowiek człowiekowi wilkiem"- polak polakowi dwoma wilkami, a najlepiej i trzema. Jeśli rzecz ma się jednak do obcych, to... i tu wyskakuje pokaźne stado.

Jesteśmy wulgarni, nie ma co zaprzeczać. Kto nie lubi sobie od czasu do czasu zakląć pod nosem ot tak, dla zaakcentowania powagi sytuacji, lub dla jej rozluźnienia, albo po to, by zwyczajnie po ludzku poczuć, że jest polakiem? Przeklinają wszyscy: od świata kulturalnego zaczynając, dalej brnąc poprzez showbiznes, politykę, a na księżach kończąc. Klną panie w urzędach, seniorzy stojący w kolejkach w sklepach i uczniowie podstawówek.
Lista naszych "narodowych" przekleństw potrafiłaby zaimponować niejednemu obcokrajowcowi, egzotyka tych słów polega na tym, że całkiem melodyjnie brzmią i bardzo zwinnie wpadają w ucho, a radość wymalowana na twarzy polaka, który właśnie nauczył swojego zagranicznego przyjaciela wymowy kilku soczystych wulgarów jest nieziemska. Schody zaczynają się wtedy, gdy ów przyjaciel wnika w znaczenie wypowiedzianego słowa - tłumaczenia zazwyczaj brak i wtedy pojawia zagwostka: chluba to, czy nie...? Sądząc po częstotliwości wypowiadania owych słów, używanych również jako przerywnik w zdaniu osobiście nie pękam z dumy słysząc ową słodycz wypadającą właśnie z ust "wulgarodawcy", dociera to do mnie dopiero kiedy słyszę całą gamę tych słów, a że samej nierzadko zdarza mi się zakląć, to myślę, że jest to jeszcze bardziej żenujące. Robię to przeważnie ze słabości, z bezradności, czasami z lenistwa, bo nie chce mi się wynajdywać innego słowa na opisanie sytuacji. Bo dlaczego miałabym komuś wciskać, że jestem wnerwiona, skoro jestem "wkurwiona", coś nie jest słabe tylko "chujowe", a facet awanturujący się o miejsce parkingowe nie jest sfrustrowany, lecz "pojebany"? Nic więc dziwnego, że poirytowana chodzi większość społeczeństwa - powodów do uśmiechu na codzień zbyt wiele nie mamy, gdy za każdym rogiem czai się podstępny wulgar i atakuje, demoralizuje, upadla.. Dopada nas w pracy, w szkole, w kinie, na koncercie i występie kabaretu. Jest sprawcą skrajnych emocji, śmiechu, łez, radości, smutku i złości. Łączy polaków rozsianych po całym świecie, jednocześnie ich dzieląc, bo wiadomo, stojąc w zatłoczonym metrze w Hamburgu i słysząc narodową "kurwę" nie uśmiechniesz się z dumą bijąc pięściami w wypiętą pierś, lecz z zażenowaniem odwrócisz głowę i udasz, że nie rozumiesz..

Oj, polaku, popraw się..


  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz