piątek, 22 sierpnia 2014

Don´t require me to call you "mommy"

Staropolskim "Matkę ma się tylko jedną"  chciałabym niniejszym potwierdzić ową mądrą dewizę.
Jestem z tych, co na radosne "mów mi mamo i tato" od rodziców świeżo poślubionego męża zareagowało lekko skrępowanym aczkolwiek chętnym "dobrze, mamo!" - no i zaczęła się rodzinna idylla z teściami w tle... Człowiek nawet sobie sprawy nie zdaje jak szybko spada kurtyna dystansu za pomocą tych magicznych słów, nagle znajduje się pośrodku manipulacji i wszelakich gierek ze strony przebiegłej teściowej i  niemniej zmanipulowanego obserwatorium ze strony teścia. "Mamo i tato" zobowiązuje, nie ma co. W moim przypadku nie miało to pozytywnego wpływu na relacje z teściami, wręcz przeciwnie, czułam się pod presją tych słów, teściowa wymagała ode mnie bliskości i relacji, których poza moja "własną" matką nie byłabym w stanie dać żadnej innej, przyszywanej. 
Każde święta czy urodziny musiały być spędzane po "ichszemu", biada wyrazić swoja dezaprobatę - foch na kilka tygodni i wypominanie przez kilka następnych lat. Coraz częściej każde kolejne "rodzinne" spotkanie przebiegało w atmosferze sztucznych uśmiechów i naciąganych historyjek, po czym wszyscy rozchodzili się do własnych domów by obrobić tyłki towarzystwu.
Z czasem kiedy teściowej wnikliwe oko dostrzeże, ze jednak nie traktujesz jej jak własną mamę - o zgrozo! - pozamiatane. Pozostało ci tylko brać czynny udział w konkurowaniu z nią lub uświadomieniu mężowi o problemie z jego matką i zgadnij, czyją stronę obierze mężulek? Pamiętaj: zawsze stronę mamusi. Wtedy uświadamiasz sobie, ze zostałaś "tą złą", która pozwoliła sobie na wyznaczenie jego mamusi pewnych granic i niknie twoje poczucie bezpieczeństwa przy facecie, który pokazał ci kto pierwszy znajdzie schronienie w jego silnych ramionach.

Teraz, jako "mądry polak po szkodzie"  :) wiem jak uniknąć w przyszłości podobnej sytuacji:

1. Nie nazywać obcych ludzi rodzicami.
2. Zaproponować w przyszłości partnerom swoich dzieci by zwracali się do mnie po imieniu.
3. Się kurde po prostu nie hajtać*. 


*choć, kto wie...

P.S.
Żeby nie było: moi eks-teściowie to mili, dobrzy ludzie, lecz teściami są słabymi. Miałam wrażenie, że po rozstaniu milej mnie witają - do czasu - kiedy w publicznym miejscu eks-teść udawał, że mnie nie rozpoznaje...

Mimo wszystko pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz