piątek, 24 października 2014

O tym, że czas przecieka nam przez palce...a może to my się jemu wymykamy?

Czas - wiadomo, jest jeden, a mimo wszystko tak bardzo indywidualny, przynależny każdemu z osobna. Przywłaszczyliśmy go sobie, nie pytając o zgodę. Przeważnie mamy go za mało, czasami jednak zbyt wiele, wtedy zaczynamy rozmyślać o nim, o tym jak szybko mija, o tym jak - mimo, że w danej chwili mamy go dużo - wciąż nam go brakuje. Postrzegamy czas według swoich aktualnych przeżyć, doświadczeń. Mierzymy go "tu i teraz", z rzadka zastanawiając się co w tym samym czasie robi japończyk po drugiej stronie świata, bo przecież ta chwila, która właśnie trwa u ciebie, trwa również u niego. Być może w tym samym czasie poprawiacie okulary na nosie? - tego nie wiesz ty, nie wie japończyk, wie tylko Czas. 

Choć próbujemy go oszukać, nawet zabić, to sami go odmierzamy, a żegnając się ze światem role się odwracają i to on zaczyna odmierzać nam ostatnie minuty życia. Bywa pobłażliwy, uczy cierpliwości, lecz nagle przybiera oblicze bezlitosnego, nieodwracalnego. Jest nieprzekupny, bezdyskusyjny i próbuje nam uświadomić, że jest.... jedyny. 

Mitch Albom w swej książce "Zaklinacz czasu" to właśnie próbuje przekazać czytelnikowi. Przedstawia historie dwu kompletnie różnych postaci - nastolatki i mężczyzny w podeszłym wieku, których losy czas ze sobą połączy. Ich historie przybliżają czytelnikowi jak ważne jest "tu i teraz" i jak ważny jest czas. Mimo, że nie zwracamy na niego uwagi w naszej codzienności, to kiedy czujemy że przecieka nam przez palce zaczynamy błagać o więcej czasu.
Nie ma co namawiać cię na przeczytanie tej powieści, szkoda na to czasu - po prostu weź tę książkę do ręki w przytulny, jesienny wieczór i przeczytaj. Niech czas na chwilę stanie w miejscu...


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz