wtorek, 24 lutego 2015

Chcesz pisać? To pisz!






No i stało się. 
Pierwsza myśl po uruchomieniu komputera: skasuję herbatę, bo i tak nikt nie czyta, nie mam na to weny, ani natchnienia. Ale po zalogowaniu się, po przejrzeniu dotychczasowych postów tak jakoś żal mi się zrobiło tych tekstów, są w nich moje emocje, głębsze lub płytsze refleksje i poglądy. Z każdym czytanym postem pamiętam gdzie aktualnie byłam, jak się czułam i co działo się wokół mnie. Założyłam ten blog (tego bloga??) z myślą o poukładaniu sobie w głowie (stwierdziłam, że na pisanie pamiętnika jestem już chyba za stara), bo zwyczajnie chciałam się przekonać czy rzeczywiście jest tak, że patrząc na to co się pisze nabywa się dystansu do siebie i otoczenia. 

No więc jest. 

Dzięki pisaniu udaje mi się utrzymać porządek w myślach, baczniej obserwować otoczenie i zbierać przeróżne refleksje. Czasami bywa tak, że jestem przekonana iż na pewne sprawy nie mam jasnego poglądu, po czym siadam przed laptopem i cisnę spontanicznie jakiś tekst - czytając go, dziwię się często, że akurat to miałam na myśli. To bardzo ciekawe doświadczenie i jeśli jest tu ktoś, kto faktycznie czyta moje wpisy (i nie jest mną :D) to polecam Ci ten sposób na zrobienie  wiosennego porządku w głowie i w duszy, a przekonasz się, że pisanie naprawdę uwalnia endorfiny!


foto: pinterest.com

piątek, 13 lutego 2015

Przelecieć celebrytę






Wszyscy jadą po tych naszych #pożalsiębożecelebrytach, więc nie pozostanę w tyle.

Szczerze mówiąc - nie ma się raczej o czym rozpisywać, więc krótko będzie i zwięźle. 
Za czasów mojego dzieciństwa (czyli wg. mojej opinii wcale nie tak dawno) mieliśmy aktorów, piosenkarzy, artystów, sławy, gwiazdy, idoli... Teraz mamy celebrytów. Atakujących nas zewsząd: a to zeskoczą z zeberki, a to wyskoczą z kozaczka czy z innego pomponika, albo ch** wie z jakiego innego pudelka (dokładnie: "pudelka", a nie "pudełka"). Szczerzą swoje przesadnie białe ząbki na tle kontrastowo opalonej skóry (bo przecież zimę mamy, nie wypada wyjść blado), doczepiają sztuczne rzęsy, pompują cycki, policzki, usta i niedługo pewnie pośladki, wmawiając nam, młodym (bo świeżo po trzydziestce), że to w tym wieku naturalne. 
Pokazują nam swoje "nagie stopy na urlopie", wygładzone brzuchy, samochody, wypożyczone torebki, nowe buty, nowe cycki, śluby, rozwody, a w końcu nowe dzieci, zastępując tym samym rolę paparazzi. Bo po co ma się ktoś obcy po kryjomu z aparatem za nimi uganiać, odkrywając "tajniki codziennego życia gwiazdeczki", skoro wspomniana gwiazdeczka sama chętnie odkryje to i owo: pokaże co je na śniadanie, lancz, srancz i kolację, a jak już przyzna się, że zakupy robi w tanim dyskoncie to przez następny tydzień nosi się honorowo, niczym bohater narodowy z nadzieją na otrzymanie od prezydenta przynajmniej Krzyża Orderu Odrodzenia Polski.
Panowie na bankiety czy wernisaże zakładają rurki i trampki, do tego zapuszczają długie brody i pozują na ściankach z miną typu "ty mi tu nie będziesz dyktował jak mam się ustawić", a panie nasze najdroższe niczym małpki cyrkowe w bajecznych kreacjach, w balowym makijażu, w najmodniejszych sandałkach, z których wystają bose, muśnięte bronzerem stopy - wbrew powiedzeniu "idzie luty, załóż ciepłe buty" - paradują na tłach wyżej wspomnianych ścianek, prezentując ten chwilowy efekt masowego przegrzania mózgów. A niech się jedna taka odważy założyć rajstopy do sukienki 
o zgrozo - jak ona śmiała tak ubrana pokazać się na prezentacji ramówki programu czy otwarcia kolejnej galerii handlowej?!

Przelatując tak sobie w wolnej chwili tych naszych rodowitych celebrytów w internetach, tęsknię za czasami, w których już jako mała dziewczynka z łatwością przyporządkowywałam zasłyszane sławne nazwisko do konkretnej osoby, o której wiedziałam, że jest "TĄ słynną aktorką" czy "TYM sławnym artystą muzycznym".

Dziś mamy celebrytów, którzy sami przypinają sobie pewne etykiety, to robiąc sobie kolejną samojebkę najnowszym srajfonem, albo skacząc na główkę do niezbyt głębokiej wody...





Foto: Pinterest




 

środa, 4 lutego 2015

"Spakuj się, pokaż faka i zwiedź nieznane"






Tą myślą zaczęłam dzisiejszy piękny, mroźny dzień. Nie żebym nie lubiła swojego życia - wręcz przeciwnie, od kilku miesięcy otrzepuję się skutecznie z męczącego "było minęło" i z optymizmem patrzę w "tu i teraz". Gotowa na codzienne wyzwania budzę się o 6:03, włączam drzemkę na dziesięć minut, otwieram oko o 6:13, przeciągam się w ciepłym łóżku i wstaję o 6:18 by z dokładnością co do minuty wyjść z domu po to w końcu, by o 8:08 usiąść przed ekranem komputera w pracy. To nic, że się spóźniam, weszło mi to w nawyk. Jeszcze rok temu nigdy w życiu nie pozwoliłabym sobie na spóźnienie. Jeszcze rok temu byłam na początku drogi poszukiwań samej siebie, tzn. ciało było na właściwym miejscu, lecz niespokojny umysł i dusza błąkały się niczym sieroty bez oczu w efekcie czego zamiast robić krok do przodu niczym moonwalkiem schodziłam z wyznaczonego toru.
Skupiając się tak ostatnio na ukochanym "JA" rozmawiam z pozytywnymi ludźmi, czytam dobre treści, pozytywne blogi i budujące artykuły w książkach i czasopismach o tym, jak czerpać z siebie i otoczenia to co najlepsze i wreszcie jak uzyskać to w pełni świadome poczucie ścisłej, intymnej relacji z samą sobą. Odpowiedź przewijała się w większości tych bodźców jedna i ta sama - pisz. No więc piszę.

Gdybyście widzieli z jakim zaangażowaniem wybierałam notatnik w sklepie! To nie było ot tak, po prostu wejść - chwycić pierwszy lepszy z półki - zapłacić - wyjść. Z prawdziwym namaszczeniem, z przyspieszonym pulsem i w pełnym skupieniu dotykając, wąchając, słuchając szelestu przewracanych stron zdecydowałam się na ten właściwy. Jeszcze w kolejce przy kasie załapałam kilka wątpliwości, aż w końcu zapłaciłam i wyszłam. Nawiązałam więź z pustym notesem. Jestem rąbnięta.

Nie chodzi o to żeby pisać w nim o liście zakupów czy ważnych numerach telefonów. Zapisuję w nim spontaniczne pomysły i myśli, które mają w zwyczaju migiem ulatniać się z głowy. Nie prowadzę w nim pamiętnika czy dziennika, wpisuję różne hasła, dające mi do myślenia lub cytaty chwytające za serce. Prowadzę ten notatnik od kilku tygodni i zauważam powoli pozytywny wpływ, jeszcze nie wiem jaki dokładnie, ale często wracam do poprzednich stron i po przeczytaniu kilku zapisków przypominam sobie jak się wtedy czułam i w jakim kierunku chcę zmierzać. 
Ostatnia strona posłużyła mi dziś do spisania spontanicznego pragnienia, które mam nadzieję kiedyś spełnić przy odrobinie odwagi. Wierzę, że częste przypominanie sobie o tym marzeniu w końcu doprowadzi do tego, by zebrać się w sobie i je zrealizować.