środa, 4 lutego 2015

"Spakuj się, pokaż faka i zwiedź nieznane"






Tą myślą zaczęłam dzisiejszy piękny, mroźny dzień. Nie żebym nie lubiła swojego życia - wręcz przeciwnie, od kilku miesięcy otrzepuję się skutecznie z męczącego "było minęło" i z optymizmem patrzę w "tu i teraz". Gotowa na codzienne wyzwania budzę się o 6:03, włączam drzemkę na dziesięć minut, otwieram oko o 6:13, przeciągam się w ciepłym łóżku i wstaję o 6:18 by z dokładnością co do minuty wyjść z domu po to w końcu, by o 8:08 usiąść przed ekranem komputera w pracy. To nic, że się spóźniam, weszło mi to w nawyk. Jeszcze rok temu nigdy w życiu nie pozwoliłabym sobie na spóźnienie. Jeszcze rok temu byłam na początku drogi poszukiwań samej siebie, tzn. ciało było na właściwym miejscu, lecz niespokojny umysł i dusza błąkały się niczym sieroty bez oczu w efekcie czego zamiast robić krok do przodu niczym moonwalkiem schodziłam z wyznaczonego toru.
Skupiając się tak ostatnio na ukochanym "JA" rozmawiam z pozytywnymi ludźmi, czytam dobre treści, pozytywne blogi i budujące artykuły w książkach i czasopismach o tym, jak czerpać z siebie i otoczenia to co najlepsze i wreszcie jak uzyskać to w pełni świadome poczucie ścisłej, intymnej relacji z samą sobą. Odpowiedź przewijała się w większości tych bodźców jedna i ta sama - pisz. No więc piszę.

Gdybyście widzieli z jakim zaangażowaniem wybierałam notatnik w sklepie! To nie było ot tak, po prostu wejść - chwycić pierwszy lepszy z półki - zapłacić - wyjść. Z prawdziwym namaszczeniem, z przyspieszonym pulsem i w pełnym skupieniu dotykając, wąchając, słuchając szelestu przewracanych stron zdecydowałam się na ten właściwy. Jeszcze w kolejce przy kasie załapałam kilka wątpliwości, aż w końcu zapłaciłam i wyszłam. Nawiązałam więź z pustym notesem. Jestem rąbnięta.

Nie chodzi o to żeby pisać w nim o liście zakupów czy ważnych numerach telefonów. Zapisuję w nim spontaniczne pomysły i myśli, które mają w zwyczaju migiem ulatniać się z głowy. Nie prowadzę w nim pamiętnika czy dziennika, wpisuję różne hasła, dające mi do myślenia lub cytaty chwytające za serce. Prowadzę ten notatnik od kilku tygodni i zauważam powoli pozytywny wpływ, jeszcze nie wiem jaki dokładnie, ale często wracam do poprzednich stron i po przeczytaniu kilku zapisków przypominam sobie jak się wtedy czułam i w jakim kierunku chcę zmierzać. 
Ostatnia strona posłużyła mi dziś do spisania spontanicznego pragnienia, które mam nadzieję kiedyś spełnić przy odrobinie odwagi. Wierzę, że częste przypominanie sobie o tym marzeniu w końcu doprowadzi do tego, by zebrać się w sobie i je zrealizować.

2 komentarze:

  1. "Jestem rąbnięta" - pokochałam to zdanie.
    A propo "zwiedzania nieznanego" chyba w kazdym z nas, może w niektórych nieco gębiej, siedzi to pragnienie. Żeby tak na jakiś czas oderwać się od tych przyziemnych spraw, pojechać gdzieś i poznawać co ma świat do zaoferowania. I tak na prawdę, co nas powstrzymuje? Chyba jedynie strach... Mam nadzieję, że uda Ci się w końcu zebrać w sobie i to zrealizować! (Tak samo jak mam nadzieje, że i ja dam radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że obie mamy tyle odwagi, by się w końcu zdecydować na jakiś zrywny ruch ;)

      Usuń