środa, 4 marca 2015

thanks to myself






Wszystko podobno zaczyna się w głowie. Powiedzmy, że takową posiadam i staram się robić z niej użytek. Od czasu do czasu rzecz jasna, nie żeby non stop.
Zainspirowana lekturą kilku bardzo istotnych w moim życiu książek (i tu powinien być ten moment na wymianę tytułów, aczkolwiek ja nie o tym) poczynam od tygodni intensywne, egzystencjalne pomyślunki.
Obserwuję otoczenie, interpretuję sytuacje, przyglądam się ludziom, ich zachowaniom, słucham tego co mówią i wnioskuję rozmaite teorie, sprowadzające mnie do świadomego utwierdzenia w kilku przekonaniach:

Jestem tym co jem.
Jestem tym, kim wierzę, że jestem.

Kwestia własnego rozwoju jest dla mnie - jako dobijającej do ukończenia wymarzonej trzydziestki kobiety - najważniejszą podstawą dalszej egzystencji na tym pięknym świecie. Mam ten (nazwijmy to) komfort, że nie jestem matką, żoną czy nawet posiadaczką jakiegoś pałętającego się pod nogami zwierza (choć przyznaję, myślę o tym ostatnio coraz intensywniej), która większość swojej uwagi musi chcąc nie chcąc poświęcać dziecku czy facetowi, a na końcu jeśli starczy jej sił - sobie. Żeby nie było: nie potępiam spełnionych, młodych matek czy świeżo upieczonych żon! Każda z nas ma wybór i wie co dla niej najlepsze, więc ciesz się babo tym, co osiągnęłaś. Hallelujah.
Chodzi mi o to, że uparcie twierdziłam przez ostatnie dziesięć lat, że nie chcę mieć dzieci, mimo iż byłam w powiedzmy szczęśliwym związku z facetem, u boku którego przez większość minionego czasu wyobrażałam sobie spędzenie życia. Teraz, po wielu zawirowaniach, przyznaję, że dziękuję sobie za uparte trzymanie się postanowień. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być teraz w innym punkcie na mojej życiowej mapie, z bagażem w postaci dodatkowych czterech kończyn. Ostatnie lata przyniosły mi przeogromną ilość doświadczeń i klarownych poglądów na pewne sytuacje. Weryfikując każdy miniony dzień, coraz bardziej obchodzi mnie świadome podejmowanie decyzji, kierujących mnie w najróżniejsze strony rzeczywistości. Dzięki temu, że spędzam mnóstwo czasu sama ze sobą mam możliwość skupienia się tylko i wyłącznie na własnych potrzebach i zachciankach, wiedząc, że kiedy już będę miała dość wyłącznie swojego towarzystwa, nadejdzie czas na zmiany. Fajnie jest uświadomić sobie tak ważne, rozwojowe kwestie po to choćby, by stanąć przed lustrem, uśmiechnąć się serdecznie i na głos sobie podziękować. Śmiało!




Foto: pinterest.com

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz