środa, 29 kwietnia 2015

bo kobieta zmienną bywa





Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się świadomie pokierować swoją rzeczywistość ku spełnieniu jakiegoś w głębi serca skrytego marzenia?

 Kiedy ostatnio zdarzyło Ci się skupić wyłącznie na sobie?

Kiedy w ogóle przyszedł ten moment, gdy nie bałaś się wypowiedzieć na głos, że potrzebujesz coś zmienić? A może przyszedł, ale nie miałaś tyle odwagi by się do tego przyznać?

Być może stwierdziłaś, że nie potrzebujesz wcale odmiany?

Nooo, kochana, to się grubo mylisz. Jesteś kobietą, a kobieta zmienną jest.

Myślisz sobie teraz zapewne, że skoro jesteś aktywną zawodowo matką dwójki, ba! Trójki dzieci, urobioną po łokcie to w pracy, to w domu, nie mającą czasu na myślenie o sobie to co będziesz głowę tego typu pierdołami zaprzątać?  - Otóż kochana, pamiętaj: kochasz dzieci, kochasz pracę (no, bez przesady), ale nie zapominaj, że najbardziej kochasz siebie! Jeśli myślisz, że zmiany nie są dla ciebie - zmień myślenie i działaj!
Nie myśl sobie, że skoro zmieniasz zdanie dziesięć razy dziennie to jesteś królową zmian, wręcz przeciwnie - to strata energii na twoje niezdecydowanie. Energię pakuj w działanie! Samo myślenie jest zaledwie zalążkiem działania, a wszystko w twoich rękach! Otwórz notes, wypisz otaczające cię rzeczy, twoje zachowania, które chciałabyś zmienić, potem spisz pomysły na to, w jaki sposób możesz je zmienić - okazuje się, że większość z nich nie wymaga jakichś kosmicznych zasobów energii czy mega nakładu finansowego (no chyba, że mieszkanie w przyciasnawej kawalerce nagle chciałabyś zamienić na obszerny bungalow na Malediwach...)

Bądź realistką, zacznij od drobnych rzeczy, takich irytujących twoją codzienność.



Otwórz swoją szafę - co widzisz? Od dziesięciu lat ten sam styl: wygodne t-shirty, tuniki-namioty, które doskonale ukryją twoje boczki, stos jeansów i wreszcie "półka sentymentalna" - twoje osobiste, niezmienne archiwum X. A teraz spójrz w lustro i kobieto, jesteś już po trzydziestce! Wyrzuć ten ciucholand na miarę dwudziestolatki! Wiem co piszę, sama mam problem z wyjściem ze starego stylu, ale się nie poddaję. Sentymenty z szafy już usunęłam, jest postęp ;) Masz problem z tym, że wchodząc do sklepu sięgasz automatycznie po "standardy"? Zmień to! Nic prostszego - chwyć po prostu kilka rzeczy, których nigdy w życiu byś nie chwyciła! U mnie podziałało, stałam się właścicielką sukienki w panterkę i niestety, muszę to napisać - wyglądam i czuję się w niej obłędnie! :)

Niech zgadnę, co tam upichciłaś na ostatni, niedzielny obiad... schabowy w panierce! Jeśli nie trafiłam - punkt dla ciebie, jeśli jednak często w niedzielę serwujesz swoim bliskim tradycyjny obiad z zawiesistym sosem, ziemniakami i mięsem w panierce, to please, zaprzestań w końcu. W tygodniu raczej mało która z nas ma ochotę i czas na gotowanie wymyślnych potraw, zrób to zatem w niedzielę, niech ten  posiłek będzie wyjątkowy sam w sobie, a nudny kotlet podaj psu.

Nie obawiaj się wypowiadać na głos swoich nawet kontrowersyjnych poglądów, dzięki temu dowiesz się, na kogo możesz liczyć mimo różnicy zdań, a kto wciśnie cię w schemat i nada etykietę.

Nie wymyślaj, że nie masz czasu na "zajmowanie się pierdołami" - żadna zmiana, tym bardziej dotycząca ciebie samej nie jest pierdołą. Poukładaj sobie w głowie, wylicz priorytety - tym najważniejszym powinna być twoja samorealizacja! Przypomnij sobie co sprawiało ci dotychczas największą radość? Co motywowało cię na pozytywne powitanie poniedziałku? Może niedzielna kolacja przy lampce wina z ukochanym? Albo wieczorna kąpiel twoich pociech? Spacer z psem na zakończenie weekendu? Cokolwiek! Spróbuj doszukać się przyjemności w najbardziej prozaicznych czynnościach i nie odtrącaj zmian! Wiosna jest przecież, nosz kurna...!






foto: pinterest.com











poniedziałek, 13 kwietnia 2015

#SPM: Dlaczego Hamburg?





#SPM - (nie mylić z PSM) czyli mój Subiektywny Przegląd Miejsc to strefa osobistych skojarzeń z miejscami i ludźmi, którą postaram się Wam w zupełnie subiektywny sposób przybliżyć. Dlaczego zaczynam od Hamburga?

Bo do tego ogromnego miasta mam ogromny sentyment. 

Podczas, gdy zaraz po maturze w Polsce większość moich znajomych składało papiery na studia, ja (jak zwykle zresztą przekornie) pakowałam torbę, by wyjechać do Hamburga i tu pomieszkać. Bez konkretnego planu, bez konkretnych ambicji, jak to gówniara chciałam spróbować nowego wyzwania. 

Tu mieszają się wszystkie odcienie ludzkiej skóry, języki, egzotyczne stroje, smaki i zapachy. Wchodzisz na klatkę schodową kamienicy i już domyślasz się jakiej narodowości ludzie mieszkają za poszczególnymi drzwiami. 
W Hamburgu znajdziesz fantastyczny ogród botaniczny Planten un Blomen - do którego przychodziłam z rodziną w każde wakacje szkolne w ubiegłym stuleciu (!) jak i Hamburger Dom - wesołe miasteczko. 
Oprócz genialnego pod względem architektonicznym Hafen City uwielbiam też zwiedzać samo centrum miasta z zatłoczonymi do granic możliwości ulicami, dworcem głównym, ratuszem i jeziorem Alster. 
Każda kolejna dzielnica tego miasta - obojętnie czy to rozpustne St. Pauli czy artystycznie kojarząca mi się Altona - to odkrywanie czegoś nowego. Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie zwiedzanie zoo w dzielnicy Hagenbeck.
To miasto posiada też czwarty z największych cmentarzy na świecie - Friedhof Ohlsdorf (391 Ha), 
po którym spacer to niemal niekończąca się opowieść. 
Hamburg smakuje słodkim ciastkiem z ciasta francuskiego przekładanym cynamonem, czyli Franzbrötchen i słodką kawą polaną karmelem z Balzac'a w papierowym kubku.  

Spędziłam tu sześć lat. Paradoks mojej miłości do tego miasta jest taki, że o ile z biegiem czasu nie znosiłam tam mieszkać, o tyle uwielbiam zwiedzać Hamburg, przypominając sobie stare kąty i przeżycia z nimi związane. Tu wyszłam za mąż, tu zdiagnozowano u mnie raka, tu skończyłam szkołę, tu poznałam fantastyczną przyjaciółkę, tu nauczyłam się tęsknić za Ojczyzną. 
Tu wracam chętnie i z sentymentem zerkam w okna dawniej wynajmowanego przeze mnie mieszkania...





foto: pinterest.com