czwartek, 11 czerwca 2015

Mozzarella na plaży się smaży.



Akt pierwszy, scena pierwsza: 

Piaszczysta plaża, lazurowa woda, setki turystów uprawiających smażing w odcieniach palonego karmelu. I ja. Biała niczym mozzarella. Usmarowana od stóp po łeb, lepka od kremu z filtrem, na tej cudownej plaży poszukuję skrawka cienia. Kapelusz na głowie z rondlem wielkości spodka w Katowicach, tunika po kolana, przewiewna przynajmniej, okulary na nosie niczym gwiazda rodem z Hollywood. Cała, seksi-kurna-flexi ja. 

Akt pierwszy, scena druga:

Cienia nie znalazłszy podążam za "tłumem" i wykładam ręcznik w samym środku palącego słońca. Postanawiam się kąpać. Pierwszy dylemat typu "zdjąć czy nie zdjąć" mam już za sobą, wypracowałam sobie przez lata: jednym zamaszystym ruchem zrzucam tunikę i śpiesznie sunę do wody, najlepiej od razu po szyję, żeby nie kusić promieni (stwarzam sobie psychiczny komfort). Jest moc. Jest relaks. Jest po chwili lekka obawa, strach i odrobina paniki. Jest głęboki oddech. Jest relaks. Jest relaks. Woda mnie unosi. Jest relaks. 

Kurtyna.


Jest! Nareszcie nadeszło! Upragnione, wytęsknione i przez niemal wszystkich wyczekane lato! Piękne trzy miesiące błogiego, słonecznego lata. Świeże owoce zrywane prosto z krzaka, zapach traw i kwiatów w powietrzu, morska bryza, wiatr we włosach, szorty, krótkie spódniczki i opalone ciało. Czujecie ten klimat?

Wygrzebałam już letnie ubrania, koczujące przez większość roku w ciemnych czeluściach mojej szafy. Jakże przyjemny uśmiech na twarzy na widok dawno niewidzianych, letnich sukienek, lnianych koszul, szortów i strojów kąpielowych. Urlop na gorącej plaży już powoli się planuje, więc uśmiech coraz szerszy. Nie mogę doczekać się, kiedy wciągnę te kuse ciuszki na moje ciało i wystawię się na pełne słońce. Wróć! To nie moja bajka przecież! :D
Od mojej przygody z czerniakiem złośliwym mija w tym roku dziewięć lat - jestem przeszczęśliwa, że mam to za sobą i że nie było do tej pory żadnych tego typu paskudnych przygód. Oby tak dalej! 
Pamiętajcie, kochani, ze słońcem nie ma żartów! Niewinne opalanko w lipcu może skończyć się dramatem we wrześniu, albo i później. Kochasz swoje ciało? To mu to pokaż! Posmaruj wysokim filtrem - i to nie raz dziennie, a przynajmniej co dwie godziny! Chroń skórę, nie jesteś wężem, który ma to szczęście, że może ją zrzucić ;) 

Coś więcej o filtrach i ich stosowaniu przeczytacie u Sroki: hop-siup!
 Swoją drogą, to bardzo polecam ten blog! (...tego bloga?!) :)






foto: unsplash.com