wtorek, 28 lipca 2015

#SPM: Dlaczego Barcelona?





Ktoś, kto bywa od czasu do czasu między kompletnie obcymi ludźmi, w zupełnie obcym kraju, przyzna mi chyba rację, że dopiero wtedy tak naprawdę odkrywa samego siebie, odczuwa wszystkimi zmysłami. 
Po długich miesiącach pracy, rutyny i wiercenia się we własnej strefie komfortu przychodzi czas na chillout, na beztroski luz i ładowanie wewnętrznych akumulatorów. 

Swoje baterie spontanicznie postanowiłam naładować w przepięknej Barcelonie. Potrzebowałam znaleźć się wśród ludzi, a Hiszpania wydała mi się idealnym miejscem. Na wyjazd wcale nie musiałam namawiać mojej serdecznej przyjaciółki - M. - wystarczyło hasło "Barcelona" i już kupowała bilety na samolot :)


Nie miałyśmy wątpliwości co do miejsca, które chcemy odwiedzić. Obie nie należymy do osób, które całymi dniami mogą leżeć na plaży i słodko leniuchować. Byłyśmy głodne kultury. Głodne sztuki. Głodne architektury i ludzi ( w sensie merytorycznym, rzecz jasna). Barcelona ma wszystko, o czym marzyłyśmy:


1. Sztuka.


Na każdym kroku, za każdym rogiem czai się ktoś, kto gra, śpiewa,  rysuje, maluje... Miałyśmy to szczęście, że pokój wynajęłyśmy w dość artystycznej dzielnicy niedaleko stacji metra Fontana, gdzie znajdują się małe galeryjki z obrazami, sklepiki z rękodziełem i studia tatuażu. 

Barcelona ma wiele do zaoferowania - muzea, galerie, teatry, musicale, budynki projektu Gaudiego. Niniejszym chciałabym wyróżnić miejsca, które przyczyniły się do tego, by o nich myśleć i rozmawiać jeszcze długo po zwiedzeniu:
Muzeum Sztuki Współczesnej MACBA - wystawa wywarła na mnie ogromne wrażenie, 
oraz Museu Picasso - muzeum prezentujące ogromną kolekcję obrazów artysty. Imponujące.

2. Architektura.


Oprócz przechadzania się między przepięknymi kamienicami w dzielnicy Barri Gotic, tworzącymi bardzo romantyczny klimat, w Barcelonie zwiedzić można również monumentalne budowle, takie jak: Casa BatlloCasa MilaCasa BrunoPałac GuellCatedral de BarcelonaSagrada FamiliaSanktuarium na Wzgórzach TibidaboTorre AgbarMuzeum Narodowe, oraz wiele innych...


3. Parki.


Jako że uwielbiam obcować z przyrodą, nie mogłam darować sobie takich miejsc jak przepiękny Park GuellŻydowskie Wzgórze czy Parc de la Ciutadella.


4. Plaże.


Plaża, dzika plaża... O tę dzikość trudno jednak w samej Barcelonie - na plaży niedaleko centrum miasta prężą się w promieniach słońca ciała turystów, jest na co popatrzeć ;)

Jeśli jednak ktoś nie przepada za tłumem na plaży to wystarcz czmychnąć metrem na mniej zaludnioną Playa de Badalona - tu poza miejscowymi palmami wypoczywają również miejscowi ludzie. Jest cudnie. 

5. Ludzie.


No właśnie, ludzie. Od razu po przyjeździe do Barcelony dało się zauważyć, że Katalończycy prowadzą wychilloutowany tryb życia. Nie czuć pośpiechu na ulicach, na wszystko jest czas. Panuje między nimi mega pozytywna energia! Nie narzekają na pogodę (co u nas jest na porządku dziennym), mimo uporczywych upałów przez cały dzień wyglądają świeżo (nie to co my - spocone turystki :D), chętnie pomagają turystom, nawet nie będąc proszonym o pomoc. O dziwo, wraz z M. zamiast oglądać się za przystojnymi Hiszpanami, nie mogłyśmy oderwać wzroku od pięknych Hiszpanek! Są przepiękne, świetnie ubrane i szczupłe! Do zakochania!


6. Jedzenie.


Kuchnia katalońska trafia akurat w mój gust, poza typowymi hiszpańskimi tapas, wspaniałym winem, zachwyciłam się również miejscowymi słodkościami oraz pieczywem, pycha! A dla tych, którzy pożerają również wzrokiem - konieczna wizyta na słynnym targu La Boqueria!


7. Imprezy.


Tu wystarczy jedno zdanie: Barcelona nigdy nie śpi. :)


8. Nie obyło się jednak bez rozczarowania:


Ten punkt musiał pojawić się w dzisiejszym poście. Planując urlop w Barcelonie nie da się nie zaplanować wypadu do Camp Nou, nie będąc nawet kibicem FC Barcelony. Bazując dotychczas na zdjęciach z internetu, bardzo rozczarowałyśmy się widokiem stadionu na żywo. Na usta cisnęło się jedno: kupa betonu. I tyle. Wieczorem stadion jest tak mizernie oświetlony, że nie udało nam się zrobić porządnego zdjęcia, może to i lepiej.

Drugim rozczarowaniem była Font Màgica de Montjuïc, która urzeka turystów podczas pokazów typu "woda - światło - dźwięk". Nas nie urzekła. Może dlatego, że za podkład muzyczny posłużyły hity muzyki pop, jakoś nie załapałam klimatu. Oczekiwałam chyba muzyki klasycznej, operowej. Stanowczo podobny pokaz w parku Planten un Blomen w Hamburgu robi o wiele większe wrażenie.

Podsumowując: Barcelonę zwiedza się fantastycznie zarówno w dzień, jak i w nocy. W podziemiach czekanie na metro umilają dźwięki akordeonu w rytmach "Bailando" Iglesiasa, a w kolejce po bilet do muzeum (który można również kupić online, co jest wygodniejszą opcją) można pokołysać się do hiszpańskich rytmów granych na gitarze i bębnach. 


Rekomendacja należy się oczywiście Martynie i Adrianowi, którzy udostępnili nam pokój w pięknej dzielnicy Barcelony, dla zainteresowanych kontakt: Noclegi w Barcelonie.


Jeśli zamierzacie w niedalekim czasie zwiedzić to piękne miasto, chętnie podzielę się wskazówkami dla świeżo upieczonego turysty ;) 





foto: privat







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz