środa, 8 lipca 2015

#SPM: Dlaczego Köln?







Komuś, kto miał okazję mieszkać w Hamburgu, niełatwo przyczepić jakiemukolwiek innemu europejskiemu miastu etykietę z napisem "ładne". 
Hamburg jest piękny - fakt, ale o tym to ja pisałam w tym krótkim poście

Dziś będzie o Köln. Albo o Kolonii, jak kto woli. Nie żebym się uparła akurat na niemieckie miasta - wiele osób twierdzi, że nie przepada za Niemcami. Też długo nie przepadałam, ale jako że miłość od pierwszego wejrzenia zdarzyła mi się tylko raz w życiu (i tak nie przetrwała) to śmiem sądzić, że prawdziwej miłości trzeba cierpliwie doczekać - przynajmniej w moim skromnym przypadku - tak też było z tym pięknym krajem. Dobra, Dominik, do rzeczy!

Köln.

Na początku zaznaczam, że piszę kompletnie z subiektywnego spojrzenia na sprawę. Wiele osób, zapytanych o to miasto bez większego entuzjazmu odpowiada, że "nic specjalnego". Jedna katedra, jedna rzeka, jedna starówka i tyle. Rzeczywiście brzmi zwyczajnie. Z doświadczenia wiem, że nowe miejsce należy poczuć, a nie tylko pooglądać, zwiedzić. Köln to ja poczułam pełną gębą. Oczarowało mnie wieczorową porą, kiedy podziwiałam architekturę mieniącą się w setkach odcieni świateł, odbijających się w tafli wody przepięknego Renu. Spacerując po słynnym moście kolejowym, przecinającym Ren oglądałam tysiące kłódek przyczepionych do niego (najstarsze, które udało mi się spostrzec były z lat 70-tych ubiegłego wieku!), wyobrażając sobie chwile, w których wszyscy ci zakochani ludzie przypinali je symbolicznie w imię miłości. W takiej romantycznej atmosferze dotarłam w końcu do katedry - imponującej, wręcz zapierającej dech w piersiach gotyckiej budowli (jej budowa trwała w latach 1248-1880). Stoisz tam po prostu z głową zadartą do góry, próbując ogarnąć ogrom tej świątyni i trud pracy włożony w nią! Wrażenie jest niesamowite, a najgorsze jest to, że żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać wspaniałości tego miejsca, choćbyś napstrykał się sto razy. 

Z katedry, starówką można przejść spacerkiem, podziwiając przepiękne kamienice, utrzymane w słynnym, niemieckim porządku, zajadając gorące kasztany sprzedawane na straganie w wąskich uliczkach. 

W Kolonii oprócz zwiedzania, można się oczywiście dobrze zabawić. To miasto, niczym New York, nigdy nie śpi. Friesenplatz - ta część miasta z całą pewnością nie da pospać i śmiało mogę napisać, że fantastycznie tu zjesz i jeszcze fantastyczniej się pobawisz, koniecznie popijając Kölsch - regionalne, zimne piwko. 
Jeśli jednak nie przepadasz za piwkiem, to z czystym sumieniem mogę polecić zwiedzenie Muzeum Czekolady, w którym sama poczułam się jak mały Charlie :) słodkie pyszności!

Nie chciałabym dalej rozpisywać się tu w rodzaju "Superprzewodnik - zwiedź Köln w trzy dni", pokazując Wam listę kolejnych muzeów czy restauracji, w których dobrze zjecie, bo to wieje nudą. 
Chciałabym Was jednak zachęcić do tego, aby tu przyjechać (przylecieć - połączenia są mega tanie i mega dobre) i poczuć ten wspaniały klimat zarówno za dnia jak i w nocy ;)

Do tego miasta mam pewien sentyment, bo właśnie tu przeżyłam wspaniałe chwile, do których wracam myślami za każdym razem, kiedy tu jestem. Uwielbiam.




foto: privat










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz