środa, 23 września 2015

Poziom trzy-zero.







Trzydzieści. Trzy-Zero. T R Z Y D Z I E S T K A.
Trzydziestoletnia singielka.
Stara panna? Nieee, przecież ja rozwódka jestem, czyli nie panna.
Trzydziestoletnia rozwódka.

Pozostańmy przy samej trzydziestce.

30.

Na rozpoczęcie nowego życia nigdy nie jest za późno. Tak mówią.  Moje zaczęło się trzydzieści lat temu - lepiej późno, niż wcale. Tak mówią.

Chyba powinnam przeprowadzić coś w stylu "bilans trzydziestolatki"... czy cośtam. 
Może pod koniec tego wpisu uda mi się znaleźć ładniejszą nazwę.
Póki co bronię się od przygarnięcia sierściucha typu kot i założenia ciepłych, różowych kapci. 

Marzyłam o trzydziestce od przynajmniej kilku lat. Bez uwzględniania tutaj jakichkolwiek idei czy zamysłów, ot tak po prostu. Mam, cieszę się i tyle w sumie, fajerwerków nie było, ale ogromna radość, że marzenie moje ziściło się, o!

W głowie, owszem, poukładało się co nieco. Na prowadzenie wysuwają się nowe, często zaskakujące priorytety, a ustępują materialne potrzeby, prymitywne nawet czasem. Odzywają się instynkty (a tak niewiele czasu minęło od tego posta (postu?): thanks to myself), potrzeby - nazwijmy to - duchowe, emocjonalne, uczuciowe....

O dziwo, wraz z nadejściem upragnionej metryki odechciało mi się biegać. Truchtam sobie wprawdzie jeszcze, ale rzadko jakoś i jakoś bezjakościowo. Głęboko wierzę, że to tylko chwilowy kryzys i wraz z nadejściem mojej ukochanej pory roku nogi same będą rwały mi się do biegu. 
Od tygodni zabieram się za jogę, póki co raz w tygodniu, ale wiem, że zwiększę częstotliwość tych wygibasów.


Mówią, że "starzy ludzie" potrzebują coraz mniej snu - nagle bardziej wypoczęta czuję się po sześciu godzinach snu, a nie jak dotychczas po ośmiu :)


W wieku trzydziestu lat poznałam w końcu swoją grupę krwi, w celu zastosowania słynnej diety według Petera J. D'Adamo - po zapoznaniu się z listą szkodzących mi produktów, zarzuciłam ten pomysł w cholerę. Za bardzo mi smakują.

Tuż po urodzinach zamiast kupić sobie dawno obiecany piekarnik, wolałam spakować walizkę
 i z moją ukochaną psiapsiółą zwiedzić Barcelonę! Może chleba to ja tak szybko nie upiekę, ale czym jest ugniatanie ciasta na pieczywo w porównaniu do taaaakich cudownych widoków! Poza tym, podobno pieczywo w tych czasach nie jest zbyt zdrowe, więc piekarnik może poczekać ;)

Nie omieszkam napomknąć, że po przekroczeniu tej magicznej cyfry - jak wielokrotnie już wspomniałam - postanowiłam otworzyć wrota swego serca i wpuścić tam miłość, 
wierząc, że nadejdzie...

Powoli mija sobie trzeci miesiąc od przekroczenia progu trzy-zero, czuję że to będzie najciekawszy level w moim życiu. Też tak macie? :)





foto: http://mediad.publicbroadcasting.net/









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz